Krazov

Z prostej historii klasy B wręcz otrzymujemy historię niesamowitego pojedynku, który toczy się na drugim planie


Terminator i podróże w czasie

Jakiś czas temu trafiłem na stronę M. Josepha Younga, której tematyką są podróże w czasie w filmach. Autor ma swoją autorską teorię na temat podróży w czasie, która nie pokrywa się ani z teorią jednej jedynej linii czasów, jak i rzeczywistości równoległych, aczkolwiek w miarę czytania jego różnych wywodów doszedłem do wniosku, że ogólnie podróże w czasie raczej są niemożliwe, właśnie ze względu na różne paradoksy, które by doprowadziły do niekonsekwencji kontinuum czasowego o skutkach trudnych do przewidzenia. Ale mniejsza z tym.

Trafiłem na ww. stronę zaraz po obejrzeniu "Terminatora" z 1984 roku i pozwoliła mi ona docenić drugie dno tej produkcji historii przedstawionej w tym filmie. "Terminator", jaki jest, każdy widzi: robot wysłany w przeszłość próbuje zabić kobietę mającą w przyszłości urodzić syna, który zostanie przywódcą ruchu oporu w wojnie ludzi z maszynami. Powstrzymać ma go rebeliant przysłany przez tego syna, który bardzo chce się urodzić, pomimo iż nie przyszło mu żyć w czasach lekkich, łatwych i przyjemnych. Czytałem, że ten pomysł został wymuszony po części przez braki w budżecie, które uniemożliwiały pokazania wojny z 2029 roku. 1984 był tańszy.

Zanim przejdę do pokazania Szanownym Czytelnikom historii zaszytej w tym filmie (a także jego kontynuacji), zatrzymam się jeszcze na chwilę na teorii M. J. Younga dotyczącej podróży w czasie. Otóż uważa on, iż podróż w czasie powoduje stworzenie alternatywnej rzeczywistości do tej, w której wysłany zostaje podróżnik. Pojawiając się w przeszłości tworzy nowy wymiar, a stary zostaje "nadpisany". Jego teoria idealnie tłumaczy wydarzenia z serii "Terminator". Dlaczego, to opiszę później, żeby nie uprzedzać pewnych faktów. Zatem trzeba przyjąć, że w każdej historii o podróżach w czasie była jakaś oryginalna linia czasu, która została zmieniona i tę pokazuje się w filmie (niekoniecznie pierwszą, po prawdzie więszkość filmów pokazuje n-tą z rzędu wersję już). Rodzi się również pytanie o istnienie czegoś w rodzaju superczasu, z perspektywy którego można by obserwować wszystkie te rzeczy dziejące się w zwykłym czasie.

Terminator

Ironicznym elementem historii z "Terminatora" jest fakt, że Kyle Reese, czyli rebeliant , który zostaje wysłany w przeszłość, zostaje ojcem Johna Connora. Żeby nie pastwić się nad teorią jedynej linii czasowej napiszę pokrótce, dlaczego to nie ma sensu. Otóż to by oznaczało, że coś się stało, ponieważ się stało. John Connor wysłał Kyle'a i ten został jego ojcem, ale w takim razie kto go wysłał, kiedy Johna jeszcze nie było? Ha! To jest ciekawe. Teoria zmienianych linii czasu jest sensowniejsza. Do wyjaśnienia tego filmu, dodajmy. Poniżej lista ponumerowanych wszystkich wersji od tej, którą uznamy za oryginalną względem tej filmowej po filmową właśnie.

  1. W oryginalnej historii doszło do buntu komputera SkyNet i wojny ludzi z maszynami. Na czele buntowników stanął John Connor, który dał maszynom popalić. (Tego wariantu nigdy nie oglądamy.) W efekcie SkyNet, który dysponował technologią umożliwiającą wysłanie obiektów o pewnych rozmiarach w przeszłość, zdecydował się na wysłanie maszyny mającej zabić Sarę Connor, matkę Johna. Tym samym ta linia czasowa została zmieniona i bezpowrotnie "przepada".
  2. W zmienionej historii terminator wylądował w 1984 roku celem zabicia Sary Connor, ta jednak z jakiegoś powodu zdołała ocaleć. Jak sobie przypominacie (zapewne), terminator nie wiedział w momencie przybycia, jak wyglądała Sarah Connor, dlatego korzystając z kartki wyrwanej z książki telefonicznej zaczął konsekwentnie eliminować kolejne Sary Connor. Nasza była trzecia na liście, w związku z czym miała szanse przeżycia. Być może zamiast zgłaszać się na policję, schowała się. Być może terminator po zabiciu jej sublokatorki unicestwił się, żeby znalezienie go nie stanowiło zagrożenia dla SkyNetu. Ciężko powiedzieć jak do tego doszło, nie ma jednak wątpliwości, że Sarah Connor przeżyła. Dlaczego? Dlatego, że gdyby terminator zdołał zabić Sarę Connor, to nie urodziłaby Johna, który nie byłby cierniem w dupie SkyNetu, a ten z kolei nie wysłałby terminatora w przeszłość celem zabicia jego matki (bo nie byłoby żadnego jego). To doprowadziłoby do unicestwienia tej linii czasowej i powrót do wariantu pierwszego. Pierwszy wariant doprowadziłby po raz kolejny do drugiego wariantu, ten do pierwszego i tak w nieskończoność. (Przy założeniu, że wersje, w której terminator się nie pojawił i pojawił, odtwarzają się w niezmienionej postaci, co trochę stoi w opozycji do teorii chaosu, no ale przymrużmy na to oko. Ostatecznie to tylko film science-fiction.) Tak się nie stało, ponieważ w filmie mamy okazję oglądać jeszcze inny wariant. A zatem sytuacja była taka: SkyNet wysłał terminatora, ale Sarah przeżyła i opowiedziała o tych wydarzeniach Johnowi. John postanowił pomóc matce i wysłał w przeszłość Kyle'a Reese'a, strzelając sobie w stopę. Dlaczego?
  3. W trzeciej wersji w 1984 wylądowali terminator i Kyle Reese, którzy odbyli pojedynek o Sarę. Co ciekawe, to jeszcze nie jest ta historia, którą znamy. Terminatorowi i tym razem nie udało się zabić Sary, być może poszło bardziej gładko z racji na pomoc Reese'a, lecz tym razem doszło do dość zasadniczej zmiany: Kyle zapłodnił Sarę i z tej ciąży urodził się... John Connor (II). Ha! Cóż za przewrotność losu. Kyle zastąpił poprzedniego ojca dziecka i opowiedział Sarze o Johnie, kim będzie itd. Tym samym Sarah, po przeżyciu koszmaru z terminatorem, przygotowuje swojego syna do bycia przywódcą i on nim zostaje. Musi. Skoro SkyNet nadal chce zabić jego matkę. Z tymże to już jest inny John, ponieważ tamten sam się unicestwił doprowadzając do swojego niezapłodnienia. Ale to nie koniec, ponieważ dochodzi do powstania kolejnej linii czasu.
  4. W tej wersji wiadomo już, że terminatorowi się nie udało zabić Sary, ale — jak dowiemy się z drugiej części — ręka i procesor, które zostały w fabryce Cyberdyne po potraktowaniu T-800 prasą, posłużyła do stworzenia... SkyNetu (II) (czego dowiemy się dopiero z "Terminatora II: Dzień Sądu". Zatem SkyNet (II) musi wysłać terminatora, żeby siebie stworzyć, a John Connor (II) — Kyle'a, który zostanie jego ojcem. Stąd byłby bezsens, że stało się, ponieważ się stało. No więc właśnie nie — do takiej sytuacji doprowadzili John Connor (I, a potem II) i SkyNet (też I i II) manipulujący przy czasie. Kyle dla bezpieczeństwa nie wie o tym, że jest ojcem swojego przywódcy. Pozostaje kwestia zdjęcia, które Kyle dostaje. Ciężko ocenić, kiedy się ono pojawiło, ale całkiem możliwe, że już teraz. Wcześniej nie, ponieważ John nie potrzebował zdjęcia dla swojego ojca. W końcu Kyle właśnie patrząc na to zdjęcie zakochał się w Sarze. To pozwoliło mu dotrzeć szybciej do Sary, co doprowadziło do złapania ich przez policję, doprowadziło do masakry na komisariacie i końcowego pojedynku w fabryce Cyberdyne. To wbrew pozorom nie powoduje zakończenia zmian, choć można już odnieść takie wrażenie.
  5. W wersji piątej, ale też szóstej, siódmej itd. dochodzi do odtwarzania się wciąż tego samego wariantu. Dla ułatwienia nie rozpatrujemy teorii chaosu, według której nawet mała zmiana może spowodować rozległe konsekwencje. Na szczęście w pół drogi wychodzi nam fakt, że historia się wciąż odtwarza, więc rozległych zmian być nie może. (Aczkolwiek nie wykluczone, że za n-tym razem np. młody John Connor (II) zapada na jakąś chorobę i nie dożywa wojny, co spowoduje gigantyczną powtórkę pt. powrót do wersji pierwszej i wystąpienie kolejnych wersji, ale to już jest zbyt chaotyczne i w gruncie rzeczy bez związku, skoro tak daleko twórcy filmu się nie zapuścili.)

Muszę przyznać, że ta interpretacja jest dla mnie niesamowita, ponieważ z prostej historii klasy B wręcz (jeżeli wziąć pod uwagę realizację) otrzymujemy historię niesamowitego pojedynku, który toczy się na drugim planie. Tym samym John Connor (II) urósł w moich oczach do rangi niesamowitego umysłu, który potrafił zapanować nad tymi wszystkimi mieszaniami czasowymi i utrzymać siebie przy istnienia, jednocześnie chroniąc ciąg wydarzeń od popadnięcia w wariant dwóch naprzemiennie unicestwiających się światów (tzw. paradoks dziadka). Co ciekawe, przez cały film John nie pojawia się na ekranie! (Nie liczymy ciąży pod koniec filmu.)

Ale to nie koniec, 7 lat później powstała kontynuacja i poza ręką zostawioną w Cyberdyne dopowiedziała kilka swoich rzeczy.

Terminator II: Dzień Sądu

Tym razem John Connor (II) wysyła nie rebelianta, a przeprogramowanego terminatora, żeby uratował jego samego, ponieważ SkyNet nie nauczywszy się jak delikatną materią jest czas, postanawia jeszcze raz spróbować szczęścia, wysyłając prototypowego T-1000. Czyżby? Prześledźmy po kolei wszystkie najprawdopodobniejsze warianty:

  1. Wersja pierwsza, jak poprzednio, jest bardzo prosta: SkyNet, który powstał w oparciu o rękę T-800 z pierwszej części, uzyskuje samoświadomość, doprowadza do wojny, w której bardzo wymagającym (i przenikliwym, jak przed chwilą wykazano) przeciwnikiem jest John Connor (II). Mając w pamięci niepowodzenie związane z pierwszym terminatorem (jeśli chodzi o zabicie Johna), postanawia wysłać kolejnego terminatora (być może T-800), by tym razem zabił młodego Johna Connora (II). Tym samym unicestwia tę linię czasu.
  2. Terminator przybywa do 1994 roku (John ma w filmie 10 lat) celem zabicia małego Johna, któremu matka już nakładła do głowy co trzeba. Terminator odnajduje opiekunów Johna, ale jak wiemy z filmu, jego tam nie ma (numer z motorem jest niezależny od podróży w czasie z tego filmu), zabija więc ich, po czym udaje się do szpitala psychiatrycznego, gdzie bierze Sarę jako zakładniczkę (to samo chciał zrobić T-1000 potem zresztą) by zwabić Johna. Nie udaje się to, co możemy wnioskować z tego, że terminator jednak zostaje wysyłany — wiadomo, John przeżył i SkyNet chce się go pozbyć. Być może Sarah poświęciła się dla swojego syna. Dorosły John chciałby pomóc swojej matce, więc wysyła przeprogamowanego T-800 w przeszłość. Dlaczego znowu nie rebelianta? Może bał się kolejnego zapłodnienia czy czegoś takiego. Nie wiadomo. Nieistotne. Powstaje trzecia linia czasowa.
  3. Dwa terminatory przybywają do 1994 roku, jeden ma zabić Johna, drugi... uratować jego matkę. Przyjmijmy, że się to udaje. Młody John wraz z podległym mu terminatorem udają się do szpitala (pal sześć opiekunów, których John nie lubił), żeby uratować matkę. To dlatego terminator pomimo iż miał zaprogramowane chronić Johna, to również słuchanie go także w młodej wersji. Dorosły John wiedział, że jako dzieciak za wszelką cenę będzie chciał uratować matkę, a jednocześnie zakrywając prawdziwy cel ograniczyć potencjalne zagrożenia dla swojego planu. (Polecam "Sztukę wojny" Sun Tzu.) Sarah wyciąga jednak z T-800 informacje na temat Dnia Sądu i postanawia do niego nie dopuścić. Nie udaje się jej to i być może ginie, tym razem próbując, nie zaś z ręki terminatora, co daje dorosłemu Johnowi z tej linii czasowej do myślenia, że może trzeba jego matce dać spełnić się. To jest to dość wrażliwy moment historii. Gdyby jej się to udało i SkyNet by nie powstał, porządnie by to namieszało. Dlaczego? Nie wysłanoby żadnego terminatora do 1984 roku, co równałoby się brakowi Reese'a, Johna Connora (II), a John Connor (I) nie stanowiłby zagrożenia dla SkyNetu, ponieważ nie byłoby SkyNetu. Paradoks dziadka i powtarzanie się w gigantycznej pętli od czasów "Terminatora" do opisywanej właśnie linii czasu. John Connor (II) ma świadomość tego (z jakiegoś powodu SkyNet nie potrafi dostrzec tego wszystkiego, stąd ciągłe wysyłanie robotów). Chciałby uratować matkę, ale musi zadbać o to, żeby dożył momentu, w którym wysyła T-800 w przeszłość (tym razem już dlatego, że wie, że to zrobi, podobnie jak jest z Kylem w finalnym i powtarzanym w nieskończoność wariancie z "Terminatora"). Istnieje jednak wyjście z tej sytuacji. Jak się dobrze zastanowić, to istnieje SkyNet, który powstał z ręki i procesora terminatora z pierwszej części (będzie to SkyNet (II)), lecz również SkyNet (I), który powstał na początku (ten, który jako pierwszy dokonuje ingerencji w czasie, wysyłając terminatora do 1984 roku, a który zostaje unicestwiony w trzeciej linii czasu "Terminatora" i zastąpiony SkyNetem (II)). John Connor (II), aby utrzymać istniejącego siebie, jak i wojnę ludzi z maszynami (to jest dopiero przewrotność całej tej historii), może sobie pozwolić na pozbycie się SkyNetu (II) i odtworzenie się SkyNetu (I), co uspokoi jego matkę, która nie doprowadzi do Dnia Sądu (II), a przed Dniem Sądu (I) umrze na raka (jak dowiadujemy się w "Terminatorze III: Bunt maszyn"). Aby to zrobić, wystarczy pozbyć się badań prowadzonych w Cyberdyne (prowadzonych, dodajmy, w tajemnicy przed wiadomością publiczną, co powoduje, że oryginalni twórcy SkyNetu również nad nim pracują, tyle że wolniej), a wszystko pozostanie w stanie (względnej) równowagi. John (II) wbija zatem wszystkie potrzebne informacje w T-800 (przypominam, że dobry terminator miał pełne dane nt. Dysona i Dnia Sądu (II) z 1997 roku, które nie były mu potrzebne do ratowania młodego siebie czy nawet matki, która nie dowiedziałaby się, kto opracował SkyNet (II), inaczej jak od T-800) i wysyła go w przeszłość. Tymczasem SkyNet (II) postanawia w tej linii czasu wysłać T-1000, żeby lepiej sobie poradził z przeprogramowanym T-800. To dość spore przypuszczenie, ale powiedziane jest w filmie, iż T-1000 jest prototypem. Jeżeli to nie było konieczne, SkyNet nie miał absolutnie żadnego powodu ryzykować wysyłaniem prototypu. Tak oto powstaje kolejna linia czasowa.
  4. T-1000 i T-800 przybywają do 1994 roku, John i T-800 jadą do szpitala psychiatrycznego, skąd wyciągają Sarę, ta wyciąga z T-800 potrzebne dane, jadą do Milesa Dysona, opowiadają mu historię, on pomaga im zniszczyć wszystko (włącznie z dobrym terminatorem, żeby uniemożliwiać powstanie kolejnego SkyNetu z podzespołów przysłanych z przyszłości), co trzeba, a jednak dochodzi do Dnia Sądu (I), aczkolwiek w innym momencie (o tym jest "Terminator III: Bunt maszyn"). Już jesteśmy blisko wersji widzianej w filmie (niewykluczone, że to już ta, ale poczekajmy z tym wnioskiem). Dorosły John tym razem programuje T-800 wiedzą, którą zapamiętał jako młody dzieciak, nie zaś tą faktyczną, ponieważ w tej linii czasu Cyberdyne nie stworzyło SkyNetu (II), za to na pewno były w prasie informacje na temat demolki w laboratorium. Innymi słowy: zajmuje swoją matkę, a jednocześnie nie powoduje gigantycznej niekonsekwencji i powtarzających się w kółko pętli. Ten wariant tworzy kolejną linię czasu.
  5. Ta z kolei być może nie wymaga osobnego punktu, ponieważ są tu dokładnie takie same wydarzenia, jakie miały miejsce w poprzedniej, z jedną wszakże zmianą: tym razem T-800 nie podaje Sarze prawidzwej wersji wydarzeń, tylko tę wymyśloną przez Johna, której powody i konsekwencje już wypunktowałem. Ta pętla może się powtarzać z powodzeniem i tworzyć wrażenie, że pewne rzeczy stały się, ponieważ się stały.

Genialne! Muszę to przyznać. John Connor, tym razem już widoczny przez chwilę na początku, wysyła tym razem nie tylko robota w przeszłość, ale przede wszystkim informację. Tym samym umieszczam go pośród moich ulubionych bohaterów filmowych, gdyż jeśli chodzi o obejmowanie spektrum wydarzeń we wszystkich równoległych liniach czasowych nie ma sobie równych. Swoją drogą uważam, że John i SkyNet powinni zasiąść do jednego stołu i umówić się, że nie będą więcej ingerować w czas, gdyż ostro ryzykują i że usuwając siebie nawzajem z linii czasu niczego tak naprawdę nie osiągną, a tylko sobie kuku w końcu zrobią.

Przyjąłem, że John (II) od razu wysłał T-800, lecz możliw był też wariant, w której wysłał człowieka, ale ten się nie spisał, więc wysłał T-800, co spowodowało T-1000, ale postanowiłem przedstawić możliwie najprostszy wariant.

Podsumowanie

Powyższe ustalenia pokazują, że jeżeli raz rozpocznie się zmiany w czasie, to nie będzie możliwy powrót do stanu z początku. Straszny chaos i ryzyko wystąpienia pętli skończonej liczby linii czasu, które na przemian się wymazują i nadpisują, skłania mnie ku refleksji, że podróże w czasie to tak bajka naszych czasów tak samo jak Święty Graal, odnalezienie Atlantydy czy UFO.

Chciałbym napisać jeszcze jedną rzecz, do której obiecałem wrócić. Mankamentem filmów podróżniczych w czasie jest motyw powrotu. No bo gdzie ma wrócić podróżnik — do swojej linii czasu, w której nic się nie zmieniło (więc po co w ogóle podróżować?) czy do tej zmienionej (ale wtedy rzeczywistość może wyglądać inaczej, podczas gdy on będzie miał wspomnienia z tamtej, jak się w tym odnajdzie?). W serii "Terminator" wszystko jest prostsze, ponieważ nie ma powrotu. Fizycznie jest to niemożliwe, ponieważ maszyna do wysyłania w czasie jest w 2029 roku. Gdyby nie to, byłby naprawdę niezły bigos. Dzięki temu rozwiązaniu historia jest o wiele przejrzystsza.

Jest jeszcze trzecia część, ale nie wydaje mi się aż tak interesująca do omówienia tutaj. Poza tym jeszcze nie dorwałem DVD z nią, a nie chcę pisać tylko na podstawie tekstów M. Josepha Younga, mając na uwadze, że dwie pierwsze części wzbogaciłem swoimi komentarzami. Będzie trzecia część, to się pomyśli. Niczego nie obiecuję.

I przypominam na koniec, że ta notka ma przede wszystkim charakter rozrywkowy.

Bibliografia

Jakiś czas po napisaniu i opublikowaniu powyższego tekstu otrzymałem wiadomość od mojego osobistego kuzyna, który wychwycił pewne nieścisłości. Nie dyskwalifikowały one tekstu, więc w pierwszej chwili miałem zamiar przeredagować go, ale moje teksty stanowią zwartą, monolityczną całość, toteż nie potrafię ich przerabiać bez naruszenia struktury. Szkoda jednak wprowadzać ludzi w błąd. Postanowiłem więc przytoczyć wiadomość w całości na końcu jako aneks:

Odwiedziłem Twoją stronę i przeczytałem tekst pt. "Termiator i podróże w czasie". Wyłapałem 2 błędy, może nieistotne, ale zawsze to coś! :)

  1. Koncówka "Terminatora" nie odbywa się w fabryce Cyberdyne, lecz jakiejś innej, czysto przypadkowej. (W wersji reżyserskiej jest dodana scena, w której zarówno ręka, jak i mikroprocesor wędrują do fabryki Cyberdyne).
  2. Akcja "Terminatora 2" nie może dziać się w 1994 roku, choćby ze względu na fakt, że ciąża trwa 9 miesięcy (choć, biorąc pod uwagę zdolności Johna w manipulowaniu czasem, może wykluł się wcześniej). Na karcie pracowniczej Sary Connor w fast foodzie, w którym pracowała, widnieje data: lipiec 84. Dla potwierdzenia: w "Terminatorze 2" T-1000 po zabiciu policjanta wstukuje w komputrze policyjnego radiowozu dane Johna Connora i w otrzymanych informacjach o jego przybranych rodzicach widnieją rownież te o rozbojach i włamaniach z 1995 roku.

Pozdrawiam,
Johnny