Dzienniki opuncjowe

2raumwohnung

Że też teraz gentryfikacja musiała dopaść Maltę. Zaraz będziemy czytać historie jak z San Francisco.

Jon Krazov

Przed wyjazdem zrobiliśmy rozpoznanie w temacie cen mieszkań. Był to istotny element podczas podejmowania decyzji. Widoki były obiecujące: za 450–550 € stumetrowe mieszkania z patio i innymi udogodnieniami (w jednym nawet raz na tydzień przychodziła pani sprzątająca). Do tego, jak poinformował mnie przedstawiciel mojego przyszłego wtedy pracodawcy, w październiku turyści wyjeżdżają i na rynku mieszkań pojawia się dużo ofert w korzystnych cenach, więc można i taniej coś dorwać. Dla porównania: w Berlinie trzeba było szukać czegoś za co najmniej dwa razy tyle. Oczywiście cały czas mowa o zdalnym przeszukiwaniu ofert na stronie bez faktycznej znajomości rynku. Jak może się to różnić od rzeczywistości? Zabawne, że pytacie.

Wiedzieliśmy, że część ofert jest już nieaktualna, tylko wisi na stronie, żeby nie było, że jest pusto. Normalna praktyka, podobno w Polsce robi się tak samo. (Nigdy nie wynajmowałem lokum w Polsce, ale opowiadały mi wiarygodne osoby). Pierwsze złe newsy dosięgnęły nas zaraz po przybyciu na miejsce, w mieszkaniu przejściowym. Mój przyszły kolega z pracy powiedział, że od tygodnia już szuka, ale że poniżej 850 € nie ma mowy nic znaleźć. (Trochę uściślając, chodziło o mniejszą lub większą, ale jednak okolicę biura, żeby w tych legendarnych maltańskich korkach nie stać godzinę do i godzinę z pracy; jeżeli już przyjedzie autobus, oczywiście). Pomyślałem jednak, że jakoś to będzie. Zawsze tak myślę i zawsze to koniec końców jakoś jest.

Przeglądanie ofert po raz kolejny nie przyniosło nic interesującego. Jak już było, to wynajęte. Trzeba było zmienić taktykę. Od wspomnianego wcześniej kolegi mieliśmy namiar na agentkę. Dowiedzieliśmy się od niej, że wszystkie mieszkania, jakie są w ogłoszeniach, są nieaktualne. A ceny są na ogół sprzed roku–dwóch nawet.

— To jakieś szaleństwo. Pozjeżdżało dużo ludzi i wszyscy chcą wynajmować. Mieszkanie znika w godzinę po wystawieniu na rynek. A ceny poszły w górę nawet dwukrotnie w niektórych miejscach, na przykład wystawiają mieszkania w Ta’ Xbiex po siedemset euro, bo wiedzą, że i tak pójdzie. A niektóre są w naprawdę okropnym stanie. Raz się nawet wstydziłam, jakie mieszkanie muszę pokazywać — dowiedzieliśmy się. Ogólnie wyglądało na to, że aktualnie robota agenta robi się sama.

Wynajęliśmy w końcu pierwsze mieszkanie (maisonette właściwie), które zobaczyliśmy. 750 € bez pani sprzątającej, ale lokalizacja fajna i jest patio. Do tego blisko do pracy i do morza. No i odnowione. I w sumie dość szybko, bo w sobotę przylecieliśmy, a w czwartek znaleźliśmy. Tak więc po raz kolejny okazało się, że koniec końców zawsze jakoś to jest. Ale kolega ponad dwa tygodnie się bujał z tematem, tak więc jeżeli ktoś coś, to polecam kontakt z agencją. Chyba że ma się jakieś lokum na przechowanie, dużo czasu na szukanie i chęć oszczędzenia połowy miesięcznego czynszu, które zgarnia pośrednik. Z bezpośredniej relacji wiem, że jednopokojowe lokum można dorwać w granicach pięciu stówek.

Tytuł notki zaczerpnięty został od niemieckiego zespołu młodzieżowego, któremu przypisuje się autorstwo wielu popularnych szlagierów.