Dzienniki opuncjowe

Piękny jest kraj, gdy wszystko wszystkim wydaje się jeszcze złe

Poniżej garść faktów na temat Malty. Co tu kryć, notka jest klasycznym infodumpem, ale wierzę, że wprowadzi do moich opowieści nieco kontekstu. Nie, żebym podejrzewał swoich czytelników o jakąś odmianę lenistwa, ale umówmy się, że nie przysiedliście do tematu jak ja. Większość informacji została zebrana podczas researchu przed wyjazdem, ale pozwoliłem sobie uzupełnić w kilku miejscach wiedzą, która wpadła już po przyjeździe.

Malta, a właściwie Rapublika Malty (Repubblika ta’ Malta) jest małym krajem na Morzu Śródziemnym. Jest najbardziej wysuniętym na południe państwem europejskim. De facto najbardziej wysunięty na północ fragment Afryki, Tunezja, jest wyżej. Najbliżej położonym kawałkiem lądu jest Sycylia, 80 km na północ. Malta prawdopodobnie zalicza się do kategorii tzw. państw-liliputów. Z powierzchnią całego kraju 316 km² jest mniejsza od mojego rodzinnego miasta, Krakowa. (Ten ma z kolei 327 km²). Dość podobnie, co było pomocne na etapie wyobrażania sobie siebie w tym nadmorskim kraju. Na Republikę Malty składa się kilka wysp: tytułowa Malta (246 km²), Gozo (67 km²), Comino (niecałe 3 km²), a także pomniejsze popierdółki, z których część jest w ogóle niezamieszkana. Najwyższy punkt to Ta’Dmejrek (253 m n.p.m.), zaś najniższy to… Morze Śródziemne (0 m n.p.m.).

Kraj od 1 maja 2004 należy do Unii Europejskiej, a od 2008 roku jego walutą jest euro (wcześniej lira maltańska). Malta jest również członkiem Wspólnoty Krajów Zjednoczonych. Paszport Malty jest w top 10, jeśli chodzi o bezwizowy wjazd na świecie. Jak wyjaśnił mi kolega, z racji na rozmiary nie może mieć sensownych ambicji imperialnych, jej obywatele są więc bezpieczni dla innych państw.

Na Malcie są dwa języki urzędowe: angielski i maltański. Ten pierwszy jest wszystkim znany, choćby ze słyszenia w większości filmów nadawanych w polskiej telewizji, ale drugi pewnie mniej. Tymczasem to jedyny język z grupy języków arabskich z łacińskim alfabetem. Do tego, jak przekonałem się z nagrania na YouTubie, wymowa jest dość podobna do polskiej. Oczywiście na poziomie liter i pojedynczych słów, bo w dłuższych postaciach już nie bardzo. Jest trochę naleciałości włoskich (bliskość geograficzna), angielskich (Malta była kolonią brytyjską od 1815 do 1947 roku), a także innych. Od razu mogę powiedzieć, że akcent miejscowego angielskiego nie leżał obok brytyjskiego. No posh, m’lord. Nie żeby to była jakaś jego wada, ot, ma swój własny posmak. Dodatkowo ulica mówi między sobą po maltańsku, co było dla mnie zaskoczeniem. Przewodniki nic o tym nie wspominały.

Podobna do językowej mieszanka panuje w kwestii jedzenia. Z jednej strony makarony, z drugiej fish and chips. Więcej tutaj.

Na Malcie obowiązuje ruch lewostronny, jak na byłe kolonie brytyjskie — a zatem nie dotknięte posunięciem strategicznym Napoleona z xxxx roku — przystało. Bardzo dużo ulic jest tu jednak jednokierunkowych, więc niespecjalnie się to odczuwa w pierwszej chwili. W 2006 roku w Szkocji długo nie mogłem się przestawić, tutaj — bez większego problemu. Po brytyjczykach jest też system szkolnictwa.

Na Malcie są najstarsze zabytki europejskie. (Wszędzie o tym piszą, więc stosunkowo łatwo napatoczyć się na tę informację nawet podczas byle jakiego researchu).

Na Malcie nie ma rzek. (Okej, z mapy wiem, że są jakieś dwie, ale o charakterze przejściowym, w czasie pory deszczowej. Można też debatować, czy potoki co najmniej po kostki płynące ulicami w czasie większych deszczy nie podpadają pod regularne rzeki, bo przeprawy przez nie to najlepiej kajakiem). Dzięki temu morze przy brzegu jest czystsze, ponieważ rzeki nie transportują żadnego syfu z lądu. Quid pro quo, Clarice.

Wbrew większości zdjęć, jakie widzi się w Internecie czy na pocztówkach, na Malcie jest całkiem sporo zieleni. Zaskoczyła mnie spora liczba drzew oraz prawie całkowity brak trawy (ta się w końcu odnalazła, po opuszczeniu centrum, a Buġibba okazała się w ogóle bardzo trawiasta). Niemniej jednak roślinność jest uboga w porównaniu do innych miejsc w Europie. Nie ma lasów, nie ma dużych zwierząt, choć jest trochę endemitów. Z racji na położenie Malta jest na trasie ptaków latających z Afryki do Europy i z powrotem.

Centrum Malty — Valletta oraz skupione wokół niej „miejscowości” — ma charakter konurbacji. Jest to taki typ organizacji przestrzennej, gdzie kilka centrów miejskich rozrastało się do tego stopnia, że się połączyły. Dla kontekstu: w Polsce można to zaobserwować na Śląsku oraz w Trójmieście, a na świecie największą konurbacją jest Zagłębie Ruhry. Takie miejscowości najczęściej tworzą jeden rynek pracy. Na Malcie w konurbacji, która nie ma swojej nazwy własnej, mieszka 300 tysięcy ludzi, co stanowi jakieś 75% całego kraju. W efekcie zachodnia część wyspy Malta jest właściwie pusta, nie mówiąc o Gozo.

Na Malcie jest większa liczba samochodów na 1000 mieszkańców niż w Stanach Zjednoczonych.

Na Malcie panuje najniższe obecnie w Europie bezrobocie wśród młodzieży, co jest ogólnie bolączką państw zachodnich, więc warto to odnotować.

Malta produkuje 20% swojego zapotrzebowania na jedzenie, reszta jest sprowadzana. W ogóle większość rzeczy jest importowana, co odbija się na ich cenie.

Pod względem religii 97% stanowią chrześcijanie (95,8% — katolicy). Na mszach uczestniczy jednak tylko około 40%. Czyli podobnie jak w Polsce. 2,5% nie wyznaje żadnej religii. Reszta to inne religie (0,3%), islam (0,2%) oraz społeczność żydowska (0,1%). Religia katolicka jest szczególnie chroniona prawnie i na przykład za jej „oczernianie” można trafić do więzienia nawet na pół roku. Zapis ten budzi kontrowersje, uważa się bowiem, że stosuje się go do uciszania krytyki Kościoła oraz artystów. Kontrowersje zresztą towarzyszyły mu od początku. Prawdopodobnie dlatego nie będę tu pisał nic o Kościele. Na szczęście na co dzień temat nie istnieje. Ciekawostka, rozwód wprowadzono na Malcie dopiero w 2011 roku, wcześniej istniała jedynie możliwość stwierdzenia nieważności małżeństwa, jak w Kościele Katolickim. Oznacza to, że obecnie jedynie dwa kraje na świecie nie przewidują rozwodu: Filipiny oraz Watykan (ale kto by się pobierał w Stolicy Apostolskiej?). Nadal jednak zakazana jest na Malcie aborcja. Nie ma że zagrożenie życia matki czy coś. Nie i już. Temat jest takim tabu, że pomimo iż istnieją grupy, które chciałyby zmiany, to ich członkowie z obawy przed nieprzyjemnościami zabierają głos anonimowo. Niedawno za to zdekryminalizowano pornografię, co budziło obawy miejscowej ludności, że państwo „zaleją sex-shopy”. (Jeden nawet widziałem z zewnątrz). I dla wyczerpania wątku: Malta jest wspomniana z nazwy w Biblii (Dzieje Apostolskie 28, 1).

A na koniec mój ulubiony temat, pogoda. Malta jest jedynym krajem w Europie, gdzie zima nie występuje. Jest tu pewien haczyk, ale dojdziemy do niego. Wyspy położone są na styku klimatów zwrotnikowego i podzwrotnikowego. Ten korzystny splot zapewnia lato trwające od kwietnia do listopada, ze stałymi temparaturami od 30 °C wzwyż (z racji na suche powietrze sięgające aż do 40 °C) od maja do października. Stałość temperatur jest tu w ogóle czymś ujmującym po niestabilnej pogodzie znanej mi z Polski — krzywa temperatur rośnie w ciągu roku jak wykres liniowy do momentu, w którym zaczyna spadać, gdzie nadal ma przebieg liniowy do momentu, kiedy zaczyna z powrotem rosnąć. Żadnego: upał, a następego następnego dnia dwajścia stopni mniej i deszcz. Na Malcie jest bardzo słonecznie, w zimie jest 5 razy więcej słońca niż w Polsce, a w lecie o jedną trzecią. Prawdopodobieństwo bezchmurnej słonecznej pogody wynosi w skali roku 71%. Brak tutaj śniegu i mrozu. Owszem, zdarzało się to w przeszłości, ale zawsze jest to wielkim wydarzeniem i raz na kilka lat. Jest za to grad. Temperatury w zimie średnio nie spadają w ciągu dnia poniżej 12 °C (z tego, co wiem, nie było tu nigdy mrozu, a najniższa zanotowana temperatura to 1,4 °C w styczniu 1981 roku). Tutaj jednak dochodzimy do ciekawego zagadnienia, jakim jest odczuwalność temperatur. 20 stopni tutaj ma się nijak do 20 stopni, jakie są w Polsce. Jest to cieplejsze dwadzieścia stopni. Prawdopodobnie osoby, które podróżowały sporo po świecie i różnych klimatach, uśmiechają się teraz pod nosem, bo to normalna rzecz, ale dla mnie było to pozytywnym zaskoczeniem. Za to 12 stopni zimą jest zimniejsze. Jak zeznają ekspaci na forach, momentami czuć jakby był mróz. A teraz największa petarda, która prawie powstrzymała nas przed przyjazdem tutaj (tak, było takie coś). Chodzi o odczuwalność temperatur w zaciszu domowego ogniska. Domy na Malcie budowane są z zamiarem wyciągania ciepła na zewnątrz. Nie izolowania domostw, ale ochładzania. Działa to wspaniale w lecie, ale niestety również w zimie. Normalne są sytuacje, że na polu jest 15 °C, a w domu 10 (słownie: dziesięć). Do tego na Malcie nie ma centralnego ogrzewania. Niektórzy stosują przenośne piecyki gazowe, które podobno strasznie smrodzą, ale ostatnimi laty popularność zyskało sobie ogrzewawnie za pomocą klimatyzacji. Tym samym klimatyzator jest najważniejszym urządzeniem w domu. Trochę celowo przylecieliśmy tu w pierwszej kolejności na zimę, żeby zobaczyć, czy to ma sens.

Według International Living, Malta ma najlepszy klimat na całym świecie. Na pewno lepszy, jeżeli przyjechało się z Krakowa.

I to by z grubsza było na tyle.

Tytuł notki zaczerpnięty został z popularnego szlagieru poety młodzieżowego Marka Grechuty.